wtorek, 8 listopada 2011

#4 Wariatka? Tak, to ja.

- Nie powinnaś się z nimi zadawać- mruknęła Alice- Ta dziewczyna to ćpunka.
- Ja... Alice, nie mam zamiaru obgadywania nikogo. Nie znam jej dokładnie i jeszcze nie mam o niej zdania.
- Rób jak chcesz.
- Postawię na swoim.
- Wołają mnie. Idę. Życz mi powodzenia- puściła mi oko.
- Ech...
Alice wzięła deskorolkę i pobiegła do wiwatującego tłumu. Ja, natomiast postanowiłam się czegoś dowiedzieć od moich świeżych znajomych. Pytałam się o proste rzeczy. Dostawałam także banalne odpowiedzi. Nic nie mogłam z nich wydusić. Po jakimś czasie Lollipop wyciągnęła paczkę skrętów i podała mi. Odmówiłam, tak samo jak Tom. Tłumaczyłam się "Nie palę" i odeszłam od nich. Nigdy nie lubiłam dymu papierosów i podobnych trucicieli. Przyglądałam się Alice i jej wyczynom. Były naprawdę imponujące.

Wracając do domu zahaczyłam o kawiarnię.Przechodząc przez próg osłupiałam. Stare krzesła zamieniły się w eleganckie pufy, ściany były pokryte przeróżnymi zdjęciami. Zamówiłam kawę, a kelnerka podała mi ją z ciepłym uśmiechem. Naprawdę zwariowałam. Kręciłam się w miejscu, cały czas zapadając się w siedzeniu. Ech, chyba powinnam odstawić kofeinę. Jeszcze jedna rzecz mnie ciekawiła. Tom cały czas stał przed lokalem i obserwował mnie. Kiedy wyszłam, pospiesznie poszedł sobie zostawiając karteczkę.

sobota, 20 sierpnia 2011

#3 Melpomene Klio

-Hej Kat!- krzyknęła Alice podchodząc do mnie- Mogę tak do ciebie mówić?
-Em, pewnie- posłałam jej szczery uśmiech- Co cię do mnie sprowadza?
-Kilka dni temu otworzyli nowy skate park. Poszłabyś ze mną i małą grupką osób?- zapytała.
-To chyba nie są moje klimaty, nie czułabym się dobrze w takim towarzystwie- odparłam.
-No weź! Będzie cała szkoła i kilka znajomych.
-Tsa... to się nazywa "mała grupka osób"- pomyślałam - Ale... co mi szkodzi...
-Eh, zgadzam się-wypowiedziałam te słowa z nutą bólu i rozpaczy-Podaj mi adres.
-Do zobaczenia!- rzuciła podając mi zwiniętą karteczkę.

♣♣♣

-Cześć, Bella!- szepnęłam w stronę kotki- Miałam dzisiaj ciężki dzień. I będzie jeszcze gorszy, ponieważ zgodziłam się iść do skate parku. Wyobrażasz sobie? Twoja Kat puls deskorolka. Jestem wariatką!
Bella usiadła patrząc się na mnie w stylu :" Tak, Kat jesteś wariatką! "
-Naprawdę tak uważasz?- zapytałam.
Miauknęła. Bardzo żałośnie. Wzięłam ją na ręce i przeniosłam do pokoju.
Położyłam torbę na krześle i podeszłam do białej szafy. Zaczęłam wybierać ubrania na "spotkanie". Zdecydowałam się na szary T-shirt z tygrysem, pierścionek o tym samym motywie. Spodnie natomiast wybrałam w poszczególne napisy. Szare trampki dopełniały wszystko.(link)Po drodze postanowiłam kupić kawę. Zatrzymałam się w pobliskiej kawiarni "Sunset". Obskurne fotele i granatowa tapeta wyglądały beznadziejnie. Postanowiłam usiąść na tyłach lokalu i spokojnie dopić ciepły płyn. Moją uwagę jednak przyciągnęła para nastolatków. Dziewczyna z długimi błękitnymi włosami i z kotkiem na kolanach oraz chłopak o krótkich czarnych włosach i bladej skórze. Tajemnicza właścicielka puchatej kuleczki zachichotała wskazując palcem na mnie. Odwróciłam głowę w drugą stronę i przymrużyłam oczy. Czyżbym patrzyła się na nich zbyt intensywnie? Nie spodziewałam się, że zaraz złożą mi wizytę.

-Witaj! Jestem Lollipop- przedstawiła się. Potem szturchnęła towarzysza.
-Ja Tom.
-A tutaj jest nasza mała znajda- postawiła kotka na stole.- Masz jakiś pomysł na imię?
-Hmm... może Melpomene Klio?
-A krócej?- zapytała
-Melio?
-Super! Podoba ci się Tom?
-Ta... może być...
-Nie przejmuj się nim- szepnęła Lollipop.
-Lolli to nie czas na zawiązywanie nowych znajomości- burknął Tom- Mieliśmy iść na zawody!
-Gdzie idziecie? Jeśli wolno spytać- dodałam
-Do skate parku- rzekła błękitnowłosa.
-Świetnie! Też tam zmierzam. Mogę się zabrać z wami?
-Pewnie!
-Lolli...
-Och, zamknij się Tom!

Szłam milczeniu słuchając tylko jak Lolli opowiada przeróżne historie. Tom sprawiał wrażenie naburmuszonego i za nic nie chciał się odezwać. Kiedy usłyszałam głośną muzykę domyśliłam, że zbliżam się do spotkania małej grupki osób. Po przejściu kilku kroków ujrzałam wielkie podwórko z rampą i innymi ulepszeniami. Nagle ktoś zaczął wołać "Kat!" więc domyśliłam się, że to Alice. Gdy podeszła zlustrowała wzrokiem moich nowych znajomych, a potem mnie przytuliła.

środa, 22 czerwca 2011

#2 Alice i jej ciasteczka.

Pewna zielonooka brunetka przemierzała ulice Nowego Yorku. Starała za wszelką cenę nie spóźnić się na zajęcia. W ręku miała brązową torbę, był to prezent od babci. Natomiast na ramieniu zawieszony był aparat. Troszeczkę staromodny, lecz zdjęcia wychodziły znakomicie. Sama postać była elegancko ubrana w beżowe spodnie, kwiecisty top, a na to białą koszulę. Na nogach śliczne balerinki, a na nosie okulary (link). I tak Katherine Evans spędzała swój drugi dzień w Nowym Yorku.

                                                                      ♣♣♣

-Sala 35, korytarz na prawo- mruczałam.
Pewna siebie weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej wolnej ławce. Myślałam, że nikt mnie nie zauważy, lecz byłam w dużym błędzie.
-Cześć! Ty jesteś Katherine? Na pewno nią jesteś. Nazywam się Alice- ruda osóbka podała mi rękę- jak ci się podoba nasza buda?
-Ja... wiesz... jest ok- wypaliłam speszona- może być.
-Nie oceniaj książki po okładce- mówiąc to przygryzła wargę- jeszcze się przekonasz.
-O co ci...- nie skończyłam, przerwał mi dzwonek.
Wchodząc do klasy nauczyciel zauważył drobną postać siedzącą na szarym końcu. Nie odbyło się bez "Moi kochani, oto wasza nowa koleżanka" itp. Byłam załamana, gdy wszyscy patrzyli się na mnie oczekując czegoś. Skupiłam się wyłącznie na lekcji. Starannie zapisywałam notatki i skrupulatnie robiłam zadania. Pragnę dodać, że to była chemia, która jest na pierwszym miejscu wśród przedmiotów jakie lubię. Kiedy uzupełniłam tabelę przyjrzałam się Alice. Miała burzę rudych włosów, śliczne morskie oczy i wyraziste usta. W jej zeszycie zobaczyłam masę drobnych rysunków przestawiających ciastka. Delikatnie się uśmiechnęłam. Wiedziałam, że bardzo chcę ja poznać.
                                                                    
                                                                      ♣♣♣

ŁUP! Dostałam w głowę. Chwiejąc się na nogach usiadłam, aby nie stwarzać zagrożenia dla innych uczniów. Nigdy nie byłam dobra w żadnym sporcie i zawsze obrywałam piłką albo czymś podobnym. W czasie przerwy poszłam do łazienki żeby się ogarnąć.Podeszłam do lustra i spojrzałam na drobną brunetkę o ślicznych zielonych oczach. Miała szary top, szorty we fioletową panterkę oraz śliwkowe trampki. Włosy natomiast były spięte w wysoki kucyk gumką z kwiatkiem (link). Nie mogłam uwierzyć, że to ja. Byłam za ładna. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek, który zasygnalizował koniec krótkiej laby. Niezadowolona poszłam pod salę gimnastyczną, by przez kolejne 45 minut cierpieć.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Alice Williams

Alice Williams
Zakręcona nastolatka. Na szczęście w pozytywnym sensie. Uwielbia muffiny tak jak inne słodycze. Jej pasją jest jazda na deskorolce. Wrażliwa, ale ma także cięty język.

środa, 4 maja 2011

Eh, i znowu to samo.

No nie udało się. Jak zwykle. Nie mam czasu na bloga więc nie mogę pisać następnych rozdziałów. Ale Katherine Evans nadal istnieje. Gdy będę miała czas to coś naskrobię, ale na pewno nie teraz.


xoxo
Peace & Lve

pumcia13/ Katherine Evans
Jestem i bedę. Przynajmniej na długo :)

xoxo
Kat

niedziela, 27 lutego 2011

#1 Niechęć do nowego środowiska.

Leniwie otworzyłam oczy. Nadal nie mogłam w to uwierzyć, że jestem tutaj. Z dala od przyjaciół... od mojego normalnego życia. Po rozwodzie rodziców myślałam,że nie mogło być gorzej. A jednak. Moja matka musiała dostać pracę w Nowym Yorku. Po tych przemyśleniach powoli wstałam z kanapy i skierowałam się do kuchni. Na lodówce znalazłam notatkę :


Wrócę o 22.00 nie czekaj na mnie z kolacją.
Rozpakuj się i pozwiedzaj okolicę.
Jutro idziesz do szkoły. Adres znajduje się na odwrocie.
Książki leżą na stole.
                                                                                                                                                mama

Nie przejmując się tym wyciągnęłam mleko. Wlałam je do miski i wsypałam płatki owsiane. Były dość dobre. Dosypałam Belli troszeczkę karmy i poszłam się ubrać. W szarych kartonach leżały moje wszystkie ubrania. Starannie ułożyłam je w białej szafie. Po dziesięciu minutach zdecydowałam się na biały top z dziewczyną, czarne rurki, czerwone trampki, pierścionek z kokardą, czarne bransoletki oraz nerdy (link). Nie wiedząc co robić wyszłam do ogrodu, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Rozejrzałam się wokoło. Wszystko było zadbane i tętniło życiem. Usiadłam na werandzie i zamknęłam oczy. Chciałam się zrelaksować. Myślałam o nowej szkole i... tych wszystkich ludziach. Pierwszego dnia będę w centrum uwagi, a później stanę się normalną licealistką. I bardzo dobrze. Nie lubię, gdy ktoś się na mnie gapi lub zwraca na mnie uwagę. Wsłuchałam się w śpiew ptaków. Było tak... sielsko... spokojnie, ale do czasu. Mój telefon (link) zaczął wariować od sms' ów, które przesłał mi tata. Otworzyłam jeden z nich. Tsa... jak zwykle pozdrowienia, zdjęcie z jego nową dziewczyną i puste słowa "kocham Cię". Gdyby tak było naprawdę nie zostawiłby mnie z mamą.  To był człowiek, który zniszczył mi życie. Tylko dlaczego ? Bo mama była już za stara ? A może znudziła mu się ? Szczerze wątpię. Moja mama była średniego wzrostu brunetką. Miała piękne, szare oczy. A uśmiech ? Zastępował wszystkie prezenty na świecie. Zawsze jest szczery i... ma taką w sobie magię.  Ciężko pracuje, abym ja mogła mieć cudowne życie. Nigdy nie miałam z nią dobrych kontaktów. Zawsze z mojej winy. Nie pokazuję jak ją kocham... teraz żałuję...

wtorek, 22 lutego 2011

Katherine Evans

Katherine Evans.
Szesnastoletnia miłośniczka fotografii oraz książek.Przeprowadziła się do Nowego Yorku.Z początku jej życie wydaje się monotonne, lecz gdy pojawi się pewna postać wszystko się zmieni...



Bella Evans.
Kotka Katherine. Jej właścicielka znalazła ją w śmietniku, kiedy jeszcze mieszkała w Seattle i ją przygarnęła.
Bardzo lubi wygrzewać się na słońcu i spać.


To zdjęcie Katherine, zrobiła je lecąc do Nowego Yorku.